
Pochodzisz z przygranicznego Świebodzina, jak trafiałaś do Niemiec?
Patrycja Talar: Właściwie wszystko wydarzyło się to przez moją mamę.Kiedy byłam chyba w pierwszej klasie gimnazjum w Świebodzinie, nasza szkoła organizowała wymianę ze szkołą we Friesoythe. Chętnych było więcej niż miejsc, więc nasza nauczycielka postanowiła przeprowadzić test z języka niemieckiego. Bardzo chciałam pojechać, więc uczyłam się jak szalona. I tak oto dostałam się na wymianę – ku zdziwieniu wszystkich, nawet mnie samej. To właśnie wtedy moja mama zapytała mnie, czy nie chciałabym spróbować dostać się do niemieckiego liceum, ponieważ mój tata już wtedy pracował w Niemczech. Oczywiście, moja pierwsza reakcja brzmiała: „Absolutnie nie! Gdzie ja zostawię rodzinę i przyjaciół? ”. Porozmawiałam z moją nauczycielką języka niemieckiego, i to ona powiedziała chyba właśnie te słowa były początkiem całej tej historii. Zaczęły się przygotowania do testów. Nagle moje życie zaczęło kręcić się wokół niemieckiego. Dostałam się do szkoły w Guben. Pamiętam, jak dziś, jak pojechałam na testy z mamą i ciocią. Strasznie się stresowałam, ale się udało. I tak oto, jedenaście lat później, nadal mieszkam w Niemczech. I chyba najbardziej niesamowite jest to, że kiedy mówiłam wtedy „absolutnie nie”, nie miałam pojęcia, że właśnie zaczyna się przygoda, która całkowicie zmieni moje życie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby moje życie wyglądało inaczej.
Studiujesz i pracujesz jednocześnie?
Patrycja Talar: Właśnie kończę studia magisterskie na Uniwersytecie Kolońskim na kierunku politologia. Poza tym pracuję w Parlamencie Bawarskim w Monachium. Zajmuję się mediami społecznościowymi polityka z frakcji Bündnis 90/Die Grünen. Uwielbiam swoją pracę, pomogła mi się rozwijać w wielu kierunkach. Wprawdzie odległość do biura jest trochę duża,ale i tak jestem wdzięczna za tę szansę, którą dostałam.
Jesteś członkinią Polonijnej Rady Młodzieżowej utworzonej przy Marszałek Senatu RP Małgorzacie Kidawie-Błońskiej?
Patrycja Talar: W lipcu 2025 brałam udział w pierwszym Polonia Camp w Warszawie, na którym było 1000 młodych Polaków z całego świata. W grudniu 2025 roku zostałam powołana na członkinię Młodzieżowej Rady Polonijnej przy Marszałku Senatu Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt i powód do dumy, że spośród wielu młodych osób zaangażowanych w życie Polonii zostałam właśnie ja wybrana. Bardzo doceniam zaufanie, którym mnie obdarzono, i zawsze będę wdzięczna Pani Marszałek za tę szansę. Traktuję tę funkcję nie tylko jako wyróżnienie, ale przede wszystkim jako zobowiązanie. To dla mnie również piękne połączenie dwóch światów, które są dla mnie ważne – Polski i Niemiec.
Jakie cele ma Polonijna Rada Młodzieżowa przy Senacie RP i jak wygląda jej działalność?
Patrycja Talar: Nasze cele i działalność są określone w ustawie ustanawiającej Młodzieżową Radę Polonijną. W dużym skrócie chodzi o to, żebyśmy byli głosem młodych Polaków mieszkających poza granicami Polski – żebyśmy mogli wyrażać swoje opinie w ważnych dla nas sprawach, wzmacniać więź młodzieży polonijnej z Polską i przede wszystkim zachęcać młodych ludzi do aktywności społecznej i obywatelskiej w krajach, w których mieszkają.Ale dla mnie ważne jest też to, żeby nie skończyło się tylko na rozmowach i opiniowaniu. Chcemy rzeczywiście działać i tworzyć przestrzeń, w której młodzi Polacy z różnych części świata mogą się spotykać, wymieniać się doświadczeniami i wspólnie coś robić. W tym roku poświęciliśmy dużo uwagi przygotowaniom do Polonia Camp 2026 w Warszawie, ale pracowaliśmy też nad własnym pomysłem – Polonia Camp Lokalnie. Chcemy, żeby ta energia i wspólnota, które powstają podczas Polonia Camp, nie pojawiały się tylko raz w roku i tylko w jednym miejscu. Chcemy przenieść tę ideę również do innych krajów oraz do lokalnych społeczności polonijnych. Bo przecież młodzi Polacy mieszkają na całym świecie i nie każdy ma możliwość przyjechać na Polonia Camp. Dlatego chcemy, żeby podobne spotkania, inicjatywy i projekty mogły powstawać lokalnie – w różnych częściach Europy i świata. Jednym z ważnych dla nas tematów są też kwestie związane z edukacją. Chcemy ułatwiać warunki dla młodych Polaków mieszkających za granicą, którzy chcą studiować w Polsce. Dla wielu z nich rekrutacja na polskie uczelnie nie jest prosta. Systemy maturalne różnią się od polskiego, terminy rekrutacji bywają niedostosowane do kalendarza zagranicznych szkół, a informacje nie zawsze są łatwo dostępne. Chcemy, żeby droga na polską uczelnię była dla młodych Polaków z zagranicy prostsza i bardziej przejrzysta.
Co dla Ciebie znaczy słowo „Polonia”? Czujesz się Polonią?
Patrycja Talar: Polonia to dla mnie przede wszystkim wspólnota. Zawsze jestem witana z otwartymi ramionami przez naszych rodaków w organizacjach polonijnych i bardzo cenię sobie to poczucie wspólnoty. Oczywiście czuję się częścią Polonii. Polonia to dla mnie też coś „pomiędzy”. Przez wiele lat życia w Niemczech nauczyłam się, że można być związana z więcej niż jednym miejscem. Jestem Polką mieszkającą w Niemczech, ale nie czuję potrzeby wybierania, czy jestem bardziej Polką, czy bardziej Niemką. Jestem Polką, jestem Niemką, jestem Europejką. Te tożsamości mogą współistnieć. Dlatego sama nie przywiązuję aż tak dużej wagi do takich etykiet. Można mnie nazywać, jak się chce. Dla mnie ważniejsze jest to, czy jestem dobrym człowiekiem, a przynajmniej staram się nim być. Reszta schodzi raczej na drugi plan.
Masz w sobie symboliczny gen „społecznika”?
Patrycja Talar: Chyba tak! Hahaha. Wydaje mi się, że mam w sobie ten „gen społecznikowski” już od najmłodszych lat. Zawsze gdzieś się angażowałam i chyba po prostu nie potrafię siedzieć bezczynnie. Zaczęło się jeszcze w Polsce. Najpierw byłam w scholii dziecięcej, później zostałam tam animatorką. Grałam też w orkiestrze dętej i działałam w radzie szkoły w gimnazjum. Kiedy wyjechałam do Niemiec, wcale się to nie zmieniło. Na studiach byłam członkinią referatu do spraw równości przy radzie studenckiej, a także działałam w programie „UN im Klassenzimmer” Niemieckiego Stowarzyszenia Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jeździłam wtedy po szkołach i prowadziłam zajęcia o ONZ, co było dla mnie naprawdę świetnym doświadczeniem. Później dołączyłam do stowarzyszenia Cologne MUN e.V. Najpierw byłam po prostu członkinią, a z czasem zostałam wybrana na prezydentkę i sekretarz generalną. Dzięki temu miałam przyjemność współorganizować międzynarodową konferencję Model United Nations na Uniwersytecie w Kolonii. Kiedy mieszkałam w Monachium, miałam też okazję dołożyć swoją cegiełkę do tamtejszych edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Teraz w Kolonii jestem aktywną członkinią stowarzyszenia Polonica e.V., które prowadzi Zbigniew Kossak von Glowczewski. Bardzo lubię działać z ludźmi, organizować rzeczy i przede wszystkim mieć poczucie, że robię coś, co ma sens.
Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w przyszłości dla Polonii niemieckiej?
Patrycja Talar: Myślę, że najważniejsze będzie to, żeby Polonia niemiecka potrafiła się zmieniać wraz z kolejnymi pokoleniami. Żebyśmy nie bali się nowych ludzi, nowych pomysłów i trochę innego spojrzenia na to, czym w ogóle może być Polonia. Mamy w Niemczech ogromny potencjał. Są tutaj osoby, które od dziesięcioleci budują polonijne organizacje, pielęgnują język, kulturę i pamięć o Polsce, ale jest też całe nowe pokolenie młodych Polaków, które dorastało już w Niemczech, studiuje tutaj, pracuje, ma polskie rodziny, ale jednocześnie żyje trochę inaczej niż poprzednie pokolenia. I chciałabym, żeby te dwa światy się nie rozchodziły. Wręcz przeciwnie – żebyśmy potrafili zbudować między nimi most. Starsze pokolenia mają ogromne doświadczenie i wiedzę, a młodzi mają energię, nowe pomysły i inne narzędzia. Jedno bez drugiego byłoby trochę niepełne. Myślę też, że Polonia przyszłości powinna być bardziej otwarta. Nie tylko dla osób, które już od lat działają w polonijnych organizacjach, ale również dla kogoś, kto przychodzi pierwszy raz i mówi: „Mam pomysł, chciałabym coś zrobić”. Chciałabym, żeby taka osoba czuła, że naprawdę jest tu dla niej miejsce. Bo ostatecznie Polonia to nie tylko organizacje, wydarzenia czy oficjalne struktury. Polonia to przede wszystkim ludzie. I jeśli będziemy potrafili sprawić, że kolejne pokolenia będą chciały być częścią tej wspólnoty, to myślę, że możemy być spokojni o jej przyszłość.
W jaki sposób zachęcić młodych Polaków w Niemczech do wspólnego działania na rzecz naszej społeczności?
Patrycja Talar: Wydaje mi się, że przede wszystkim musimy wyjść do młodych. Pokazać im, że jesteśmy otwarci i że naprawdę jest dla nich miejsce. Mam wrażenie, że kiedy młodzi ludzie słyszą o organizacjach polonijnych, często z góry zakładają, że nie ma tam dla nich przestrzeni, że struktury są już zbyt zamknięte albo zbyt sztywne, żeby można było cokolwiek zmienić. I właśnie to chciałabym zmienić. Mówię to też z własnego doświadczenia. Za każdym razem, gdy angażowałam się w działania polonijne, byłam witana z otwartymi ramionami. Dlatego moją małą misją jest pokazać młodym, że nie trzeba się bać tych organizacji. Warto przyjść, spróbować, powiedzieć, co się myśli i zaproponować coś nowego. Moim zdaniem ogromną wartością może być właśnie współpraca międzypokoleniowa. Starsze pokolenia mają doświadczenie, kontakty i wiedzę na temat tego, jak przez lata budowano polonijne struktury. Młodzi natomiast przynoszą nowe pomysły, energię i nieco inne spojrzenie. Jeśli połączymy jedno z drugim, możemy zrobić znacznie więcej niż mogłoby się wydawać.
Jakie są Twoje polskie, niemieckie i polsko-niemieckie, ewentualnie polonijne marzenia?
Patrycja Talar: Wiem, że powinniśmy marzyć, ale jeśli mam być szczera, większość moich marzeń się nie spełniła. I chyba właśnie dlatego jestem dzisiaj tak wdzięczna, bo zamiast nich spotkały mnie rzeczy, o których wcześniej nawet nie odważyłabym się marzyć. Marzyłam, żeby zostać prawnikiem. Nie wyszło mi. Zamiast tego poszłam w politykę – i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby pracować w Parlamencie Bawarskim. Wydawało mi się to wtedy zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. A dziś od trzech lat nazywam ten budynek swoim miejscem pracy i znam w nim chyba każdy zakamarek. Nigdy też nie marzyłam o tym, żeby się zakochać, a jednak mam najwspanialszego partnera na świecie. Nie marzyłam nawet o tym, żeby dostać się do niemieckiego liceum – a przecież właśnie to zapoczątkowało całą moją przygodę tutaj.
Chcę dalej budować swoje życie pomiędzy Polską a Niemcami, być blisko obu tych światów i robić rzeczy, które mają znaczenie nie tylko dla mnie, ale też dla innych. Chcę mieć poczucie, że to, co robię, zostawia po sobie coś dobrego. Przede wszystkim chcę pozostać otwarta na to, co przyniesie życie. Jestem wdzięczna za każdą lekcję, którą mi dało. Niektóre z nich nie były łatwe, a nie wszystkie były dobre w danym momencie. Ale z czasem, kiedy patrzymy na przeszłość z perspektywy przyszłości, często okazuje się, że nawet rzeczy, których wtedy nie rozumieliśmy, miały swój cel. I właśnie w to wierzę. Że nie zawsze trzeba dokładnie wiedzieć, dokąd się zmierza. Czasem wystarczy iść dalej i zaufać, że życie zaprowadzi nas w miejsce, o którym nawet nie wiedzieliśmy, że może się stać naszym marzeniem.
rozmawiała Agata Lewandowski
